Ludzie dzisiaj chcą być nieszczęśliwi

Bo mi to zawsze wiatr w oczy. Bo ktoś się na mnie uwziął i to wcale nie moja wina. Bo dzisiaj mam beznadziejny dzień i lepiej się do mnie nie odzywać. Mam depresję, nerwicę, nie mam pieniędzy, czasu, nikt mnie nie kocha.
Chciałabym wiedzieć, ilu ludzi tak nie myśli. Nawet teraz, pisząc te słowa, słyszę narzekanie. Słyszę je od innych, ale także w mojej głowie. Nie podoba mi się wiele rzeczy, na które mam bardo mały, albo wręcz żaden wpływ. Kolejny raz rozszczepiam je na kawałki, analizuję, myślę jak sprawić, by niemożliwe zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. Wytwarzam nowe problemy, przez które czuję napięcie w karku. Ale nie potrafię już odróżnić, co tu jest prawdą a co fikcją. Być może naprawdę istnieją podstawy do tego, bym czuła się źle. Z pewnością nie mogę nazwać siebie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Po części z powodów niezależnych ode mnie. Ale gdy tak głębiej się zastanowić, wiele mogłabym zmienić. Zacząć od samego początku, małych kroczków i z czasem osiągać więcej. Ale po co? Ludzie dzisiaj chcą być nieszczęśliwi. Widząc czyjeś nieszczęście już nie cieszą się z tego jak kiedyś. Już nie myślą „jak dobrze, że to nie spotkało mnie”. Wręcz przeciwnie. Jest mi źle, ale jemu bardziej. Jak to, coś tu chyba nie tak. Więc robię wszystko, aby tylko przytrafiało mi się nieszczęście za nieszczęściem. I przez chwilę znów jestem na szczycie. 

Zastanawiam się dlaczego tak właśnie jest. Czy to przez to, że ludzie nieszczęśliwi są bardziej zauważani? W mediach nie pokazuje się szczęśliwców. Mało kogo obchodzi radość innych ludzi. Za to smutki i tragedie są ciekawsze, budzą zainteresowanie i współczucie. Czy my po prostu chcemy być zauważeni, chcemy prześcigiwać się w ilości nieszczęść? Czy o to właśnie nam chodzi?

Reklamy