Padłeś? No to sobie poleż

Chyba każdy z nas wie, jak smakuje porażka. A nawet jeśli jeszcze nie doświadczyłeś tego uczucia, to nie łudź się – prędzej czy później dopadnie i Ciebie. Jeśli jesteś człowiekiem, który co chwilę podejmuje nowe wyzwania to musisz być gotowy na niepowodzenie. Ono czeka na każdym kroku. Nawet gdy wkładasz w pracę całe swoje możliwości może się okazać, że któregoś dnia dałeś z siebie za mało. A porażka to bezczelnie wykorzysta i zamknie Ci przed nosem drzwi do sukcesu. Jeśli już o nie uderzysz i upadniesz to nie wstawaj od razu. Poleż chwilę i pozwól, by niepowodzeniom znudziło się czekanie na Ciebie.

Czytaj dalej

Zejdź na ziemię

Podobno każdy człowiek o czymś marzy. A Ty? Czy nie śpisz po nocach, wyobrażając sobie jak to będzie, gdy w końcu uda Ci się spełnić swój cel? Szukasz inspiracji, zbierasz informacje, działasz? Czy czujesz rozpierającą Cię energię, gdy myślisz o swoich planach? Czego chcesz? Jeśli Twoje marzenie jest wygórowane, kosztuje zarówno dużo pieniędzy jak i czasu – mam dla Ciebie przykrą niespodziankę. Odpuść sobie. I tak Ci się nie uda  

.108H

 

Czytaj dalej

Dlaczego nie warto porzucać organizera na czas wakacji?

Wakacje w pełni, ludzie chcą odpoczywać, plażować, zwiedzać. Wstawanie o 11 u niektórych jest teraz normą, tak samo jak brak obowiązków. Dzień wypełnia tak zwane nic-nie-robienie, siedzenie przed komputerem/telewizorem. A później każdego wieczoru zastanawiamy się, gdzie się podział ten czas, przecież chcieliśmy tyle zrobić, mieliśmy tak wielkie plany. „Przecież wejdę na facebooka tylko na 5 minut, sprawdzę, co nowego”. A z tych pięciu minut w końcu robi się pięć godzin. Każdego dnia obiecujemy sobie poprawę, znów pełni zapału zabieramy się w końcu za coś produktywnego. Ale najpierw trzeba sprawdzić pocztę. Później nowinki na ulubionych blogach, jeszcze tylko ciekawe filmiki na youtube. Czasami, kierowani wyrzutami sumienia, zamieniamy je na wykłady TED i setny raz słuchamy o motywacji, kreatywności, organizacji. Super jeśli coś takiego zajmuje nam 10 minut i faktycznie sprawia, że zabieramy się do pracy. Ale słuchanie o tym, jak innym się udało w niczym nam nie pomoże. Tak samo jak oszukiwanie samego siebie.

Czytaj dalej

Biip, biiiiip. Koniec życia

Setki tak samo ubranych ludzi. Mężczyźni w nienagannych garniturach od najdroższych projektantów i zapachem Dolce & Gabbana wyczuwalnym już z daleka. Kobiety w nudnych sukienkach w stonowanych kolorach, bo przecież nie wypada nosić czegoś odważniejszego. Nawet słońce wschodzące nad miastem wydaje się być bardziej szare.
Ciężko znaleźć wśród nich chociażby jeden uśmiech. Fakt, trudno o niego o siódmej trzydzieści rano, gdy ma się przed sobą całe osiem godzin nudnej papierkowej roboty. Siedząc przy biurku nie ma odwagi przyznać się, że kręgosłup boli, a oczy łzawią od wpatrywania się w monitor czy kolejne stosy dokumentów. Podczas pracy ludziom-zombie towarzyszy tylko jedna myśl: trzeba zarabiać, żeby móc kupić kolejny garnitur, kolejne pięknie błyszczące trzynastocentymetrowe szpilki. I nagle wskazówka zegara przesuwa się jeszcze odrobinkę w prawo.

Czytaj dalej

Zgubiłam coś po drodze

Ja, która cały czas powtarzałam, że nigdy się nie nudzę i zawsze mam co robić, nagle poczułam się zagubiona. Wstałam zbyt wcześnie i bezmyślnie gapiłam się w telewizor. Mama krzątała się po kuchni, kolejny głośny poranek. Wstanie godzinę później uchroniłoby mnie przed tym całym chaosem i bólem głowy.
Organizm informuje mnie o zbyt małej ilości snu i w końcu ponownie zasypiam. Sen jest męczący, przerywany. Gdzieś w tle słyszę mamę informującą mnie o tym, że wychodzi. Brat stuka w klawiaturę i w końcu budzę się jeszcze bardziej zmęczona. Wstaję, próbuję doprowadzić do porządku moje potargane włosy. I nagle orientuję się, że nie wiem, co mam teraz zrobić.

Czytaj dalej

Czy czujesz się oszukany?

Czy wydaje Ci się, że cały świat stoi przed Tobą otworem? Że jeszcze tak wiele możesz osiągnąć, ale wciąż masz na to czas, bo jesteś młody? Bo mi tak.
Mam osiemnaście lat. Można powiedzieć, że przymierzam się do wejścia w dorosłość, jednak nieustannie żyje we mnie pierwiastek beztroski, dziecinnego życia. Nie przejawia się on bezmyślnością czy brakiem odpowiedzialności, ale chęcią poznawania świata, zadawaniem pytań, szukaniem odpowiedzi na dręczące mnie tematy. Jak większość ludzi mam marzenia. Jest ich dużo, więc ich spełnienie zawiera się w całej skali trudności – od tego, które mam niemal na wyciągnięcie ręki, do takiego, przed którym spełnieniem czeka mnie długa droga. I wydaje mi się, że niczego w życiu nie pragnę bardziej niż dążenia do ich urzeczywistnienia (pomijając oczywiście pragnienia, na które prawie w ogóle nie mam wpływu). Ale czy rzeczywiście tak jest?

Czytaj dalej

Ludzie dzisiaj chcą być nieszczęśliwi

Bo mi to zawsze wiatr w oczy. Bo ktoś się na mnie uwziął i to wcale nie moja wina. Bo dzisiaj mam beznadziejny dzień i lepiej się do mnie nie odzywać. Mam depresję, nerwicę, nie mam pieniędzy, czasu, nikt mnie nie kocha.
Chciałabym wiedzieć, ilu ludzi tak nie myśli. Nawet teraz, pisząc te słowa, słyszę narzekanie. Słyszę je od innych, ale także w mojej głowie. Nie podoba mi się wiele rzeczy, na które mam bardo mały, albo wręcz żaden wpływ. Kolejny raz rozszczepiam je na kawałki, analizuję, myślę jak sprawić, by niemożliwe zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. Wytwarzam nowe problemy, przez które czuję napięcie w karku. Ale nie potrafię już odróżnić, co tu jest prawdą a co fikcją. Być może naprawdę istnieją podstawy do tego, bym czuła się źle. Z pewnością nie mogę nazwać siebie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Po części z powodów niezależnych ode mnie. Ale gdy tak głębiej się zastanowić, wiele mogłabym zmienić. Zacząć od samego początku, małych kroczków i z czasem osiągać więcej. Ale po co? Ludzie dzisiaj chcą być nieszczęśliwi. Widząc czyjeś nieszczęście już nie cieszą się z tego jak kiedyś. Już nie myślą „jak dobrze, że to nie spotkało mnie”. Wręcz przeciwnie. Jest mi źle, ale jemu bardziej. Jak to, coś tu chyba nie tak. Więc robię wszystko, aby tylko przytrafiało mi się nieszczęście za nieszczęściem. I przez chwilę znów jestem na szczycie. 

Zastanawiam się dlaczego tak właśnie jest. Czy to przez to, że ludzie nieszczęśliwi są bardziej zauważani? W mediach nie pokazuje się szczęśliwców. Mało kogo obchodzi radość innych ludzi. Za to smutki i tragedie są ciekawsze, budzą zainteresowanie i współczucie. Czy my po prostu chcemy być zauważeni, chcemy prześcigiwać się w ilości nieszczęść? Czy o to właśnie nam chodzi?